Baszir Asad: Domyślasz się, przyjacielu, że ten wasz nowy samolocik bojowy „Qaher-313” byłby dla nas teraz w sam raz...

Said Dżalili*: Jeśli masz na myśli, baranie jeden, rewanż za syjonistyczne bombardowania, to lepiej wybij to sobie z głowy.

Asad: Jeszcze na łeb nie upadłem, przyjacielu z Teheranu...Po prostu moje siły lądowe są przemęczone i trzeba by je odciążyć.

Dżalili: Wy w tej Syrii jesteście jak worek bez dna - i tak już ledwo dajemy radę; poproś lepiej o pomoc tego swojego Putina.

Asad: Władimir Władimirowicz robi co może, osłania mnie też w ONZ, czego np. republika islamska nie byłaby w stanie zrobić...

Dżalili: Słuchaj no, arogancki baranie, przecież tylko na polecenie republiki islamskiej Hezbollah pomaga ci w walkach ulicznych.

Asad: To akurat wiadomo. Bez Hezbollahu nie wyparlibyśmy bandytów z naszych pieknych miast, ale wojsko potrzebuje wytchnienia.

Dżalili: Dlatego bez naszej zgody, arogancki baranie, zgodziłeś się przekazać hezbollahom rosyjskie samojezdne rakiety SA-17?

Asad: Jak to bez waszej zgody?... OK, wszystko nie jest takie proste, jak by się zdawało; musiałem się Hezbollahowi odwdzięczyć.

Dżalili: Dlatego podstawiłeś głupi łeb wrogowi syjonistycznemu i naruszyłeś obietnicę daną Putinowi, że nikomu nie dasz SA-17.

Asad: Wypadki chodzą po ludziach; mam wrażenie, że ktoś załatwił to za moimi plecami; myślałem, że nie macie nic przeciwko temu...

Dżalili: Indyk myślał o niedzieli... Powiem tak, alawicki baranie, żeby mi się to więcej nie powtórzyło, a od myślenia jest ktoś inny!

Asad: Szłaje-szłaje (arab. spoko), przyjacielu z Teheranu, może napijmy się teraz herbatki, a jutro podejmiemy fascynujący wątek...

@

*Przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Narodowego; bliski współpracownik głównego ajatollaha Ali Chamanei - dziś i jutro w Damaszku.